Nic nie jest wspanialsze od muzyki. Muzyka przynosi życie – powiedziała tuż przed śmiercią francuska Mechele Causse. Tego właśnie dnia, w rocznicę swoich 75 urodzin, postanowiła poddać się eutanazji. Jej życzeniem było usłyszeć po raz ostatni ulubioną arię operową. Ten ostatni raz oderwać się od myśli, by oddać swoje zmysły nieskazitelnie pięknemu głosowi.

A co Ty cenisz sobie w życiu najbardziej? Co sprawia, że czas na chwilę się zatrzymuje? Muzyka, spacer nad morzem, zabawa z dziećmi, filiżanka zielonej herbaty… Wiele arii każdego dnia wokół nas rozbrzmiewa. A my, z głową w pralce, namaczamy, pierzemy i wirujemy nasze myśli. Jakby świat na zewnątrz nie był istotny.

W piątkowy styczniowy poranek 2007 roku, w Waszyngtońskim metrze ponad tysiącu osób dano szansę uczestniczyć w czymś wyjątkowym. Ale tylko kilkoro z nich potrafiło na chwilę wychylić się z pralki. Joshua Bell, jeden z najbardziej utalentowanych muzyków świata, zupełnie incognito, stojąc przy drzwiach wejściowych, zagrał sześć utworów Bacha.

Jego czterdziestominutowy koncert w metrze nie był wynikiem artystycznego kaprysu. Joshua zagrał tam w ramach akcji zorganizowanej przez gazetę „Washington Post”. Była to jedna z części eksperymentu socjologicznego dotyczącego priorytetów życiowych i naszej percepcji. W ramach tego badania postawiono pytania:

  • Czy w naszym codziennym życiu potrafimy dostrzec piękno?
  • Czy potrafimy poświęcić chwilę naszego czasu, by móc je docenić?

Mniej niż jeden procent osób zdało ten egzamin. Czy to była wyjątkowa sytuacja? A może piątkowy pośpiech lub mała popularność granej muzyki wpłynęła na wynik eksperymentu? Niestety, to nie kwestia muzyki czy pośpiechu. To brak umiejętności zachowania równowagi w życiu sprawia, że tak wiele okazji w nim tracimy. Okazji dostrzeżenia piękna i powrotu do równowagi.

 

Zatopieni w myślach, przemierzamy nasze życie od celu do celu, tylko chwilami wychylając się z wnętrza pralki, aby zaczerpnąć powietrza. Byle do piątku, byle do wakacji, byle do czegoś tam. Jakby to coś, miało zrekompensować nam każdy stracony w życiu dzień. Bezpowrotnie stracony dzień.

 

Każdego dnia miliony informacji atakują nas z każdej strony: internet, radio, telewizja, gazety, reklamy, smsy, e-maile, telefony… Nie zapominajmy także o informacjach związanych z naszą pracą, prywatnym życiem, kredytami, zakupami i planami. Dużo tego. Każdego miesiąca otrzymujemy taką liczbę informacji, jaką nasi dziadkowie dostali przez całe swoje życie. Siedząc w środku pralki, trudno nam posortować te informacje. Pierzemy i wirujemy więc wciąż więcej i więcej, pomimo że liczba ta już dawno przekroczyła możliwości naszego mózgu zdolne do ich pełnego przetworzenia. W odróżnieniu od komputerów, których moc obliczeniowa według wciąż aktualnego Prawa Moore’a podwaja się co 24 miesiące, nasz mózg w ciągu ostatnich kilku setek lat niewiele się zmienił.

Nie pozostaje to obojętne dla naszej psychiki i codziennego funkcjonowania. David Lewis z międzynarodowego stowarzyszenia ISMA (International Stress Management Association) jako pierwszy pozbierał wszystkie negatywne efekty informacyjnego tsunami i nazwał je syndromem zmęczenia informacją (information fatigue syndrome). Typowymi objawami tego syndromu są frustracja i zagubienie w życiu, osłabienie zdolności do podejmowania decyzji, wzrost agresji oraz kłopoty z koncentracją i snem.

Trudno oczekiwać, że ta ogromna liczba informacji, która każdego dnia do nas dociera, pewnego dnia się zmniejszy. Nierozsądnym byłoby także zaprzestanie korzystania ze zdobyczy współczesnej technologii. Pomimo ich wad, są one szybkim i podręcznym źródłem wiedzy. Problemu zmęczenia informacjami nie rozwiąże również zaszycie się w totalnej głuszy, bez dostępu do mediów, telefonów itd. Owszem, to świetny pomysł na relaks, ale nie na rozwiązanie na stałe naszych kłopotów. Kiedy wrócimy do domu, na nowo wrócimy do starych nawyków i przyzwyczajeń. Aby dać sobie z tym radę, musimy wdrożyć w swoim życiu techniki przywracające nas do równowagi. Umiejętności, które w każdym momencie codziennego życia, pozwolą nam odnaleźć w sobie ciszę.

 

Przypomnij sobie smak naturalnie dojrzałych na słońcu pomidorów.

Jeżeli tak jak ja uwielbiasz je, to zapewne Ty również z utęsknieniem czekasz na te pierwsze. Te, które po długim okresie zimowo-wiosennym pojawią się wreszcie na stole. Czy Ty też, te pierwsze, jesz same? Bez wrzucania ich do sałatki, na kanapki itd. Wszystko po to, aby rozkoszować się w pełni ich smakiem. Aby wszystkie zmysły poświęcić tej jednej chwili…

Trzymasz w dłoni dojrzałego pomidora. Zachwycasz się przez chwilę jego kształtem, po czym zbliżasz go do nosa i wdychasz niepowtarzalny aromat. Zapach kojarzący się z latem, spokojem, szczęściem…

Raz, drugi może trzeci…

Tak, teraz już chcesz go spróbować. Ale nie połykasz go w całości. Jakaż to by była strata dla celebracji tej wspaniałej chwili. Kroisz go na ćwiartki i bierzesz jedną z nich do ust.

Powoli rozgniatasz go zębami. Usta wypełnia wyciśnięty z owocu sok i miąższ.

Zamykasz oczy, aby w pełni skupić się na tym doskonałym smaku. Jeszcze chwilę potrzymasz go w ustach, zanim przełkniesz i sięgniesz po następny kawałek.

Ile trwała ta chwila? Dwie minuty. Nie więcej.

A ile dała Ci ta chwila?

Świat na moment się zatrzymał. Pralka przestała kłopotliwie wirować.

A teraz spójrz na dręczące Cię myśli. Czy teraz widzisz je z innej perspektywy?

Dwie, trzy minuty…

 

Ile takich momentów w codziennym życiu marnujemy? Szans na powrót do równowagi. A ile takich chwil, po pierwszym zachwycie, wrzucamy do kosza z rzeczami „To już znam”? Po tygodniu jedzenia soczystych, dojrzałych pomidorów, przyzwyczajmy się do nich. Zapełniamy nimi talerze i pochłaniamy  tak, jakby ich czar nigdy nie był wcześniej dla nas istotny. Takich talerzy dojrzałych pomidorów w naszym życiu jest wiele: nasze dzieci, otaczająca nas przyroda, zapach kwiatów w domowy wazonie czy widok palącego się drewna w kominku. A przecież jedyne, co musisz zrobić, to oddać na 1-5 minut wszystkie swoje zmysły tej chwili.

 

Czy wiesz, że obydwie dziurki twojego nosa mają dwa różny ciągi połączeń nerwowych? Jeden z nich odpowiada prawej, a drugi lewej półkuli mózgu. Brak równowagi, to w zdecydowanej większości sytuacji właśnie zachwiany balans pomiędzy obiema półkulami. Poprzez pradawne i bardzo proste ćwiczenie, możesz sobie w każdej chwili pomóc w powrocie do równowagi, jak również w zwiększeniu koncentracji.

Przygotuj się do ćwiczenia.

  1. Wypuść szybko powietrze przez obydwie dziurki nosa, aby oczyścić go ze wszystkich zatorów.
  2. A teraz przytknij prawy kciuk do prawej dziurki i przyciśnij. Wciągnij powietrze lewą dziurką (licząc do czterech).
  3. Przytknij prawy palec serdeczny lub wskazujący do drugiej dziurki (lewej) i przyciśnij. Odciągnij prawy kciuk od prawej dziurki i wypuść przez nią powietrze (policz do czterech).
  4. I znowu przyciśnij prawym kciukiem prawą dziurkę i wciągnij powietrze lewą (licząc do czterech).
  5. Już wiesz, co dalej zrobić. Przytknij palcem wskazującym lub serdecznym lewą dziurkę, a potem uwolnij prawą dziurkę, odciągając przyciskający ją kciuk. Licząc do czterech, wypuść nią powietrze.
  6. Powtórz tę czynność trzy, cztery raz i powróć do pełnego wdechu i wydechu obiema dziurkami.

Nie śpiesz się. Daj sobie czas na dwa, trzy pełne oddechy. Obserwuj uważnie jak wdychasz i wydychasz powietrze. Poświęć chwilę swojego czasu na obserwację najważniejszej czynności w naszym życiu. Zdecydowanie bardziej realnej niż przytłaczające cię myśli…

 

Każdy dzień braku równowagi wpływa na powiększanie się szarego cienia wlokącego się z nami przez życie. Smuga za smugą, kropla po kropli coraz głębiej w nie wnika. Aż pewnego dnia przygniata nas do ziemi.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) aż 350 milionów ludzi na świecie, czyli około 5% całej populacji cierpi na depresję, a każdego roku liczba ta ulega zwiększeniu. W Polsce problem ten dotyczy co dziesiątej osoby. Szukamy pomocy na zewnątrz, w terapiach i środkach farmakologicznych. A przecież tak wiele rozwiązań możemy znaleźć już dzisiaj wewnątrz siebie. W wielu wypadkach wystarczy kilkanaście minut dziennie, które pozwolą Ci odnaleźć w sobie spokój i równowagę.

 

Marek Sobociński

Komiks rysował Aleksander Zawada


Podziel się