Podobno JA pojawia się wtedy, kiedy pojawia się TY.

Garncarz wprawia koło w ruch. Delikatnie obejmuje dłońmi leżącą na kole namoczoną glinę. A ona, poddając się gładko rękom, zmienia swój kształt na bardziej łagodny. Promienie słońca odbijają się od mokrej masy, gotowej na urodzenie się z niej naczynia.  Kciukami obu rąk wbitymi w środek gliny, garncarz najpierw tworzy z niej wieniec. Potem, milimetr po milimetrze, centymetr po centymetrze, wznosi z niej ścianki do góry, do góry… W dłoniach twórcy rośnie naczynie. Nadaje mu on kształt i przeznaczenie. Ostrym narzędziem rysuje wzór, niczym linie papilarne, na jego zewnętrznej powłoce. Gdy dzieło wydaje się gotowe, garncarz zatrzymuje koło i odcina sznurkiem dno naczynia od koła.

Czym jest nasze JA? To pytanie jest tak stare jak filozofia. Według neuronauki nasza tożsamość jest rodzajem matrycy wspomnień zawierającej myśli, uczucia i wrażenia. Każda z jej części znajduje się w osobnym obszarze mózgu. Niewiele pamiętamy z pierwszych kilkunastu miesięcy życia. Nasza kora mózgowa, choć aktywna od momentu urodzenia, rozwija się znacznie wolniej niż większość innych obszarów mózgu. Dlatego wtedy wielu rzeczy uczymy się nieświadomie, a nasze JA, jest jak plastyczna masa gliny na kole garncarskim. Wszystkie nabyte w tym okresie odruchy, zachowania i emocje stają się podwalinami pod pierwszą warstwę ścian naszej tożsamości. Ścian tworzonych rękoma naszych rodziców i innych najbliższych nam w tym czasie osób.

Milimetr po milimetrze wznoszą się ściany naszego JA. W wieku 5-6 lat dzieci wychowane w zdrowej atmosferze zdobywają umiejętność widzenia świata z innej perspektywy – oczami drugiej osoby. Potrafią również wyobrazić sobie, jak widzą je inni. To ogromna zmiana w budowie naszej tożsamości. Moje JA i poczucie własnej wartości zaczynają teraz bardzo mocno zależeć od opinii innych: zabiegamy o ich aprobatę i przyjęcie do swojego kręgu. Garncarzami wznoszącymi ściany już są nie tylko rodzice, ale również rówieśnicy i środowisko, w którym się wychowujemy. Nawet język ma wpływ na kształt ścian naszej tożsamości.

Ta misternie budowana tożsamość swoją konstrukcję czerpie z zapisanych w poszczególnych częściach mózgu informacji. Mózgu, który niczym koło garncarskie stale jest w ruchu. W każdej sekundzie zachodzi w nim około 100 tys. reakcji chemicznych, a impulsy nerwowe wysyłane do niego przemieszczają się z prędkością 274 km/h. W ciągu naszego życia zapamiętujemy średnio 150 trylionów różnych informacji. Dzięki temu możemy kreować fikcyjne wewnętrzne światy, tworzyć algorytmy oraz przełomowe idee.

Każda z części mózgu ma wysoką specjalizację. Znajdziemy w nim osobny obszar przeznaczony tylko do zapamiętywania twarzy i inny do zapamiętywania danych (pamięć semantyczna). W tej ostatniej liczą się tylko fakty: osiem do kwadratu równa się sześćdziesiąt cztery, sala spotkań jest na czwartym piętrze, a Brunello di Montalcino wytwarza się z winogron szczepu sangiovese.

Oczywiście są też specjalne obszary przeznaczone do zapamiętywania naszych doświadczeń i emocji: „Nieprzyjemnie potraktowano mnie podczas poprzedniego spotkania”, budzące niepokój w chwili obecnej: „Nie cierpię takich spotkań” i budujące opowiadania o tym, co może się wydarzyć w przyszłości: „Będą chcieli udowodnić mi brak wiedzy”. Za to wszystko odpowiada m.in. tzw. pamięć epizodyczna.

Jest jeszcze jeden obszar mózgu, specyficzny tylko dla ludzi. Miejsce, które w nasz dzban tożsamości wlewa głosy, niczym echo odbijające się od jego wewnętrznych ścian. To tu z chaosu wszystkich danych zdobytych w trakcie życia, wewnętrzny narrator tworzy naszą biografię. Profesor Michael Gazzaniga z Uniwersytetu Kalifornijskiego uważa, że za to uczucie odpowiedzialne jest pewne miejsce w lewej półkuli naszego mózgu. Nazwał je interpretatorem. Jego zdaniem, to właśnie tam zachodzą procesy spajania ze sobą danych z różnych części mózgu. Tam układamy naszą historię: dlaczego robimy to, co robimy. Problem polega jednak na tym, że źródłem tych opowieści nie są fakty, lecz zapisane w różnych częściach naszego mózgu doświadczenia i emocje.  A one, delikatnie mówiąc, nie zawsze są zgodne z prawdą.

Każdy, kto ceni prawdę, powinien przestać czcić rozum, napisał Jonathan Haidt w książce „Prawy umysł”. Na podstawie licznych wyników badań nad ludzkim umysłem doszedł do wniosku, że umiejętność rozumowania wyewoluowała w nas nie po to, aby docierać do prawdy, lecz by pomagać nam w posługiwaniu się argumentacją i manipulacją w dyskusjach z innymi ludźmi.
Ta opinia jest zgodna z doświadczeniami Michaela Gazzaniga i wypływającymi z nich wnioskami. Od ponad 40 lat bada on pacjentów, którym w ramach operacji rozdzielono półkule mózgowe (poprzez przecięcie spoidła wielkiego), aby usunąć objawy epilepsji. Po operacji lewa półkula nie komunikuje się z prawą, a więc każda z nich funkcjonuje osobno. W jednym z licznych eksperymentów przeprowadzonych przez niego na pacjentach z rozdzielonymi półkulami, słowo spacer zostało „przedstawione” jedynie w prawej części mózgu pacjenta. Pacjent wstał i ruszył. Gdy zapytano go, dlaczego to zrobił, interpretator znajdujący się w lewej półkuli (która nie miała informacji o przyczynie ruchu), szybko stworzył usprawiedliwienie dla podjętego działania: „Chciałem iść po colę”. A więc kluczową funkcją tej części mózgu jest uzasadnianie działań generowanych poza naszą sferą świadomości.

Cóż, musimy chyba pogodzić się z nowym spojrzeniem na nasze myśli. To nie my układamy w głowie opowieści, to raczej one układają nas.

 

*******

Nie staraj się wygiąć łyżki, bo to niemożliwe. Zamiast tego uświadom sobie prawdę – doradził Noemu chłopiec w filmie „Matrix”.
Jaką prawdę? – zapytał Noe
Łyżka nie istnieje

Wielu z nas uważa, że aby pozbyć się kłopotliwych myśli o samym sobie, wystarczy pogrzebać trochę w naszej konstrukcji JA. Wymienić kilka części w naszym glinianym naczyniu, wprowadzić kilka wzmocnień, a może nawet przemienić go z misy w bardziej szlachetną amforę. Jednak żadne argumenty merytoryczne ani czary motywacyjne nie przekonają naszego mózgu do zaprzestania produkcji niechcianych opinii i wspomnień. Dopóki koło garncarskie się kręci, dopóty myśli i wspomnienia będę się tworzyły. Problemem nie są dobre czy złe części konstrukcji naszego JA.

Albert Einstein powiedział kiedyś, że problemy nie mogą być rozwiązywane z tego samego poziomu świadomości, który je spowodował. Nie da się podejmować walki z myślami i uczuciami, jeżeli uważa się, że to one określają kim jesteśmy. Problemem jest traktowanie tych historii wyświetlanych i opowiadanych przez interpretatora jako realnego, rzeczywistego podmiotu. Zamiast tego, musimy uświadomić sobie prawdę opartą na najnowszych wynikach badań neuronauki i psychologii. Na to gliniane naczynie musimy spojrzeć z innego poziomu świadomości i doświadczyć go tylko jako produktu naszego umysłu.

*******

Garncarz delikatnie zdejmuje swoje dzieło z koła i przenosi w miejsce, gdzie powoli będzie mogło nabrać twardości. Słońce, wiatr i gorące powietrze w piecu przyśpieszy ten proces.

Wiele odwagi wymaga od nas zmiana perspektywy. Nasz dzban pełen głosów wydaje się przecież tak rzeczywisty. Słońce i wiatr nadały mu takiej twardości, że uwolnienie się od tego wrażenia wymaga od nas wiele wytrwałości i systematyczności. Szczególnie w pierwszym okresie naszej pracy nad sobą, mnóstwo rzeczy może wydawać się niepewne i chaotyczne. „Ja mogę ci tylko wskazać drzwi, ale to ty musisz przez nie przejść” powiedział Orfeusz do Noe we wspomnianym już wcześniej filmie „Matrix”. Rozwijanie nowej perspektywy jest zawsze procesem osobistym. To my, każdego dnia podejmujemy decyzję o przejściu przez te drzwi. Procesem jedynym w swoim rodzaju i czasami nieco tajemniczym. Zwłaszcza, kiedy pod wpływem oglądania naszego JA z innej perspektywy koło garncarskie zwalnia swoje obroty.

 

Marek Sobociński

Komiks rysował Aleksander Zawada


Podziel się