Styczeń 2017 roku. W półfinale Australian Open Roger Federer zmierzył się ze swoim rodakiem Stanem Wawrinka. Stan, w opinii wielu specjalistów, był faworytem tego spotkania. Pierwszego seta Wawrinka przegrał 5:7. W drugim, przy swoim serwisie popełnił prosty błąd i chwilę później złamał rakietę, rzucając ją z wściekłością o kort. 35-letni Federer, najstarszy finalista Wielkiego Szlema od 1974 roku, stojąc po drugiej stronie siatki ze spokojem obserwował całą scenę. I to on przeszedł do finału, w którym spotkał się… z Rafaelem Nadalem.

Ale Federer nie zawsze był taki. Jest raczej wspaniałym przykładem na to, ile każdemu z nas może przynieść ciężka praca nad samym sobą. W młodości miał ewidentny problem z opanowaniem nerwów na korcie i z regularnością gry. Pokazywał dwa oblicza: był jak dr Jekyll i pan Hyde. Jako 18-latek potrafił nawiązać prawie równorzędną walkę z Andre Agassim, jednym z największych tenisistów tamtych lat, by kilkanaście dni później przegrać w pierwszej rundzie z bardzo słabym przeciwnikiem. Wściekał się, wybijał piłki na aut, łamał rakiety i przeklinał.

Co dzieje się w naszych głowach, że czasami potrafimy cierpliwie znieść przydarzające się nam niedogodności, a czasami poddajemy się po krótkiej walce? Jakie mechanizmy napędzają naszą motywację do czynienia postępów i dlaczego tak różne przynoszą efekty? Odpowiedzi na te pytania szukała profesor Carol S. Dweck z Wydziału Psychologii na Uniwersytecie Stanforda. Dzięki stosunkowo prostym eksperymentom badała wpływ nastawienia jej studentów do radzenia sobie z trudnościami.

Na początku każdy z badanych uczniów dostawał do wypełnienia pierwszy zestaw dość trudnych zadań z testu na inteligencję. W większości uczniowie radzili sobie z nim dobrze, za co byli chwaleni. Natomiast różnica była w sposobie chwalenia. Część z nich została pochwalona za umiejętności: „Świetnie rozwiązałeś te zadania. To naprawdę doskonały wynik. Masz do tego głowę”.  Drugą część badanych pochwalono za włożoną pracę:  „Świetnie rozwiązałeś te zadania. To naprawdę doskonały wynik. Widać, że się do tego przyłożyłeś”.

Kiedy po pochwałach zaproszono tych samych studentów do wypełnienia drugiego zestawu zadań, okazało się, że uczniowie pochwaleni za umiejętności, częściej pomijali trudniejsze i nowe zadania niż ci chwaleni za pracę. Jednak znaczące różnice pomiędzy grupami pojawiły się, kiedy badacze podnieśli próg trudności. O ile po pierwszym etapie i pierwszych sukcesach zadania w teście inteligencji podobały się wszystkim, o tyle na drugim etapie, kiedy pojawiły się trudności, uczniowie chwaleni za umiejętności stwierdzili, że przestało ich to bawić. Uczniom chwalonym za pracę zadania nadal się podobały. Wielu z nich stwierdziło, że te najtrudniejsze są najfajniejsze.

Co ciekawe, kiedy analizowano wyniki testów po drugim etapie, okazało się, że chwalenie za umiejętności obniżało iloraz inteligencji u uczniów, zaś pochwały za pracę podwyższały go.

I na koniec „gwóźdź programu”. Okazało się, że kiedy poproszono badanych o przygotowanie krótkiej notatki o napotkanych problemach (dla innych uczniów mających brać udział w tym teście), prawie 40 procent uczniów chwalonych za umiejętności kłamało, podając swoje wyniki…

 – Lubię grać przeciw Nadalowi, bo zawsze gramy na korcie centralnym – powiedział w 2014 roku Roger Federer po przegranej z Hiszpanem w półfinale Australian Open. – Każdy nasz mecz to wielkie wydarzenie. Zawsze jestem szczęśliwy, gdy wychodzę na kort grać z Nadalem. Nasze mecze mają wyjątkową atmosferę.

W tej krótkiej wypowiedzi Szwajcara zawarta jest kwintesencja wniosków, które profesor Dweck wyciągnęła z wyników swoich badań. Otóż uważa ona, że naszymi działaniami kierują dwa nastawienia: na trwałość (ang. fixed mindset) i na rozwój (ang. growth mindset). Obie postawy, niczym dwaj tenisiści, rozgrywają mecz w naszych głowach. A wygrywa ten, którego sponsorujemy naszą uwagą.

Pierwszy „tenisista” gra na utrzymanie tego, co już mamy. Ważne jest dla niego udowodnienie swojej inteligencji, talentu, potwierdzanie atrakcyjności oraz wartości w oczach innych. Kiedy zbyt silnie promujemy w sobie to nastawienie, przestajemy dostrzegać, albo wręcz wypieramy z siebie niemiłe fakty. Stajemy się bardziej nerwowi a błędy traktujemy jak osobistą porażkę. Dlatego staramy się ich za wszelką cenę uniknąć. Nawet, jeśli jest to kosztem rezygnacji z tego, czego pragniemy. To to właśnie nastawienie jest źródłem takich mechanizmów obronnych jak konformizm, regresja, racjonalizacja itd.

Dla drugiego „tenisisty” sukces to poczucie rozwijania się: tak jak Federerowi frajdę sprawia mierzenie się z wyzwaniami. Problemy natomiast postrzega on jako okazję do nauczenia się czegoś nowego. Osoby z nastawieniem na rozwój częściej niż osoby z nastawieniem na trwałość akceptują siebie i innych oraz częściej przyznają się do swojej niewiedzy, błędów i braku umiejętności.

Miałem nadzieję, że mój forhend będzie funkcjonował nieco lepiej – oceniał Roger przegrane spotkanie z Nadalem. – Zawiodłem się na tym. Obaj momentami graliśmy świetnie, a potem słabiej. Był bardziej regularny ode mnie i zasłużył na zwycięstwo, bo był lepszy – przyznał.

Oba nastawienia grają mecz pomiędzy sobą za każdym razem, kiedy stoimy przed jakimś wyzwaniem. Intensywność i styl tej gry zmienia się w zależności od jego wagi i bliskości wydarzenia. Co znaczy, że planując zadania w wygodnym fotelu lub sali konferencyjnej, łatwiej nam promuje się w nas samych nastawienie na rozwój. Mecz jednak zaczyna się zmieniać, kiedy na naszej drodze napotykamy pierwsze trudności. Serwis nastawienia na trwałość nabiera wtedy na sile i jeżeli nie będziemy potrafili go przełamać, to stajemy się mniej elastyczni i bardziej nerwowi w działaniu. Zaczynamy skupiać się na udowodnieniu swojej racji, częściej szukamy winy na zewnątrz lub obwiniamy siebie za brak zdolności. Radość gry zmienia się w ciężką harówkę. Co musi się stać, abyśmy w momentach krytycznych potrafili wybrać właściwe zachowanie?

Przede wszystkim trzeba poczuć w sobie silną motywację, aby świadomie zacząć promować nastawienie na rozwój. Roger Federer uważa, że takim przełomowym momentem był jego mecz 14 maja 2001 roku w Hamburgu, kiedy to przegrał w dwóch setach z Franco Squillarim. Tuż po zakończeniu pojedynku Roger podziękował swojemu rywalowi, sędziemu i chwilę później z wściekłością roztrzaskał rakietę. –Byłem wściekły nie tylko na wynik, ale też na swoją postawę. Zdziwiło mnie to zachowanie, bo nigdy wcześniej nie rozwalałem rakiet po meczu, tylko podczas spotkania. A później postanowiłem sobie, że starczy tego. Nie będę już się wkurzał. Nie mogę reagować tak ostro – opowiadał kilka lat później w wywiadach.

Tylko tak silne postanowienie pozwoli nam być wytrwałym w zastępowaniu dotychczasowych reakcji na sytuacje problemowe całkiem nowymi zachowaniami. To nie znaczy, że stare schematy nagle przestaną się pojawiać. Nasz mózg nie zapomina takich rzeczy. Ale pomiędzy pierwszą reakcją na napotkany przez nas problem a wyborem działania, jest pewna przestrzeń. Na początku ta przestrzeń jest prawie niezauważalna. Aby wpuścić w nią więcej światła, powinniśmy zidentyfikować problemowe sytuacje i nasze reakcje na nie. Po drugie, nauczyć się spostrzegać podpowiedzi umysłu, sugerujące nam działanie. I wreszcie zaakceptować te schematy (przeczytaj A jak Akceptacja), aby krok po kroku uważnie tworzyć i utrwalać alternatywne działanie.

Chociaż nie zawsze mamy wpływ na to, co nam się przydarza, to zawsze mamy wpływ na to, jak potraktujemy to, co się przytrafiło. A każde przełamanie serwisu nastawienia na trwałość, stwarza nas pewniejszymi i bardziej elastycznymi w działaniu.

……………………

Nie wiem, jak długo spałem i czy w ogóle spałem. To była długa noc, ale pełna zabawy. Byłem niesamowicie rozemocjonowany. Gdy wróciliśmy do siebie, już świtało. Miło było zobaczyć wschód słońca nad Melbourne. Musiałem również obejrzeć skrót meczu, by ponownie przeżyć te emocje i uzmysłowić sobie, jak bardzo wyrównany był to pojedynek – powiedział Roger Federer po wygranym finale Australian Open 2017. Tego dnia pokonał Rafaela Nadala 6:4, 3:6, 6:1, 3:6, 6:3 i zdobył osiemnasty tytuł wielkoszlemowy, a piąty w Melbourne. – Jestem niesamowicie szczęśliwy i cieszę się, że sprawiłem radość innym. To dla mnie trochę jak bajka – powiedział 35-latek z Bazylei.

Marek Sobociński

Komiks rysował Aleksander Zawada


Podziel się